Morze Herbaty w Tarabuku po raz drugi

20 sierpnia o godzinie 18:00 zapraszamy na drugie z cyklu letnich spotkań z chińską kulturą herbaty w księgarni-kawiarni Tarabuk.

Pierwsze z nich pt. „Natura herbaty” odbyło się 9 lipca. Tym razem spotkanie zatytułowane będzie „Kultura herbaty”. Opowiemy więcej o sposobie parzenia gongfu cha, tradycyjnych chińskich naczyniach herbacianych, oraz o związkach herbaty z kulturą Chin – sztuką, religią i filozofią. Zaprezentujemy również film Herbata – złoty skarb Tajwanu” (ok. 25 min.). Podobnie jak podczas pierwszego spotkania, uczestnicy będą mieli możliwość skosztowania jednej ze słynnych chińskich herbat parzonej na sposób gongfu cha. Będzie również okazja kupienia herbaty i naczyń herbacianych.

Prosimy o wcześniejsze zgłoszenia bezpośrednio do Tarabuka. Koszt: 10 zł / 1 osoba

Miejsce i czas:

Tarabuk, ul. Browarna 6, Warszawa

tel. (22) 827 08 14

tarabuk@tarabuk.pl

www.tarabuk.pl

38 komentarzy »

  1. Jakub |

    Witam.Czajnik ,który kupiłem u pani we wtorek świetnie się sprawdza.Kropli porannej rosy jeszcze nie piłem.Cieszę się na spotkanie w Tarabuku.
    Pozdrawiam
    Jakub Niewiadomski

  2. Jakub |

    Mam pytanie.Jeżeli zaparzam te same liście herbaty kilka razy to czy moge po jednym parzeniu połorzyć liście na spodek przykrywając drugim spodkiem lub zostawić w czajniku i znów móc zalać za jakiś czas,czy liście te będą już nie zdrowe i nie zdatne do użycia?

  3. Paweł Osiecki |

    Po 12 godzinach myślę zaczynają się rodzić ustroje(czy jak to nazwać) w suszu.

  4. A. Zhao |

    Coz, to kwestia dosc sporna, czy wolno pic herbate z drugiego dnia. Widocznie osobom starszym podoba sie smak odstawionej na noc herbaty. Ja akurat nie polecam. Smak jest wyjatkowo niemily, kwasny, a czuje sie jakbym polykal gabke zarazkow.

  5. Jakub |

    A czy mogę je zostawić na przykład na okres ok.4 godzin ? Czy czajnikowi nic się nie stanie? I czy po takim czasie nie w suszu nie będzie zarazków?

  6. A. Zhao |

    Po czterech godzinach „pory” czajnika zdaza wsiaknac aromat herbaty =) . Nawet po oproznieniu czajnika bedzie lekko czuc zapach poprzedniej herbaty, dlatego dla niektorych tak wazne jest hodowanie czajnika. Kiedys zaparzylem czajnikiem wyjatkowo slabego puera; w efekcie cale naczynie cuchnelo i musialem go plukac wrzatkiem przez jakies 3 godziny, zeby wywietrzyc niemile widziany zapach =) . Co do czasu od ktorego zaczynaja sie przemiany biologiczne to ja niestety nie moge ci odpowiedziec, bo nie moge kategorycznie stwierdzic. Ale rozne zrodla podaja, ze tym progiem jest 12 godzin i byc moze maja racje. Z zuzytego suszu herbacianego mozna zrobic wiele rzeczy, dlatego zuzyte liscie wykladam na parapecie i susze. Czasem tych lisci jest za duzo i sa za mokre, wiec zaczynaja plesniec po 24h.

  7. Jakub |

    A co dokładnie robisz z tych liści po ususzeniu?

  8. A. Zhao |

    Mielismy z rodzicami pomysl, zeby zrobic z suszu poduszki =) . Ale ostatecznie odechcialo nam sie ich suszyc. Sa tez inne „szamanistyczne” mozliwosci uzytku, np. plukanie ust woda z zuzytych lisci podczas mycia zebow, robienie z nich szamponow, gotowanie itd. (mowie „szamanistyczne”, bo medycyna zachodnia ustaje przy swoich anty-biotykach i suplementach dietetycznych i nie uznaje niczego, co nie potwierdzone naukowo).

  9. matiwan |

    Drobnoustroje zapewne miałeś na myśli Pawle.
    To w jakim tempie będą się rozwijać zależy od temperatury w jakiej się znajdują. Fermentacja może zacząć się już po 6godzinach jeśli warunki atmosferyczne sprzyjają rozwojowi bakterii, ale przeważnie twierdzi się, że barierą jest 12h, jeśli przechowujesz przestudzone liście w lodówce szczelnie zamknięte to nawet 24h.
    O czajniku napisał wszystko A.Zhao z czym zgadzam się w pełni.

    Ponadto z liści herbat Japońskich można zrobić sałatkę, dodać do tuńczyka, zjeść z sosem sojowym, zjeść same, bądź na kanapce. A najlepiej nadają się do tego liście Gyokuro, bądź dobrej Senchy. Mniam 🙂

    Pozdrawiam Serdecznie 🙂

  10. A. Zhao |

    Ania zrobila na Wielkanoc z zielonej herbate herbabke =)

  11. Jakub |

    Dziękuje bardzo za odpowiedzi.A czy wy idziecie do tarabuka 20 sierpnia?

  12. A. Zhao |

    To tajemnica =) .

  13. Jakub |

    a czemu tajemnica? 🙂

  14. A. Zhao |

    Przyjde, przyjde. A ty bedziesz?

  15. matiwan |

    Gdyby nie te 432km do Warszawy to już bym sobie miejsce zaklepał ;). Niestety nie będzie mnie… Mam nadzieję, że Morze zawita kiedyś nad Morze i może się spotkamy jeśli będzie to dość niedaleko 🙂 .

  16. Anna Włodarczyk |

    Jakub, A.Zhao: co do przechowywania i powtórnego parzenia liści herbacianych po dłuższym czasie, to puryści herbaciani uważają nawet, że liście już po godzinie nie nadają się do kolejnego parzenia. Parząc herbatę metodą gongfu cha po każdym kolejnym „parzu” wylewamy cały napar z czajniczka – mówi się, że po to, aby przerwać parzenie. Ale liście pozostają mokre, więc nawet kiedy wylejemy całą wodę zmiany w nich ciągle zachodzą – „zaparzają” się nadal, tylko dużo wolniej. W ciągu kilku czy kilkunastu minut nie robi to różnicy, ale po czasie dłuższym niż godzina już tak. Przyznaję, że czasem (ale tylko kiedy parzę i piję sama) zostawiam liście w czajniczku na parę godzin i zaparzam je ponownie. Ale Wam radzę z tym uważać, a poza tym oczywiście najlepszy jest świeży napar!

  17. Anna Włodarczyk |

    A.Zhao: popieram „szamanistyczne” metody, chociaż w tej roli wolałabym świeżą herbatę, a nie wyparzone fusy. Ale i fusy można wykorzystać, np.: 1) jako nawóz dla roślin (pisałam kiedyś o legendzie związanej z herbatą Longjing – to chyba najbardziej znany przykład wykorzystania fusów w tym charakterze), 2) ususzone można włożyć do lodówki – pomogą pozbyć się nieprzyjemnych zapachów (podobno sprawdzają się też w butach:)), 3) do mycia naczyń – tego nie próbowałam, ale moja znajoma Japonka mieszkająca na Tajwanie używała fusów jako swego rodzaju ekologicznych zmywaków – podobno świetnie usuwały tłuszcz.
    A co do ciasta: ono było z dodatkiem japońskiej herbaty matcha, a nie z fusami:)

  18. matiwan |

    Jako nawozu używałem fusów z yerba mate z racji tego, że nie powinno się jej wyrzucać do kosza, a zwrócić Matce Ziemi ;), tak więc wszystko trafiało albo do przydomowych doniczek, albo pod krzaczki ozdobne w ogrodzie ;).
    Z Chińskich herbat liście zawsze wyrzucam do śmieci.

    Jak się zastanowić to masz 100% racji Aniu w kwestii tego, że liście cały czas się „zaparzają” po wylaniu wody, bo przecież są mokre.
    Parząc gong-fu zawsze parzę do końca bez dłuższych przerw. Ale parząc zwykłą codzienną herbatę nieraz zdarza mi się zostawić na 12h i dłużej… Choć chyba takie skąpstwo nie popłaca, a może zaszkodzić. Chyba najwyższy czas przestawić się na parzenie z przerwą nie dłużą niż 1-2h, a później fusy tak czy inaczej do kosza.

    Fusy jako zmywaki? chyba nie skorzystam 🙂 za dużo później sprzątania zlewu 🙂 .

  19. A. Zhao |

    W Hong Kongu do jedzenia rakow i krewetek czesto podaje sie miske z ciepla herbata do mycia rak. Nie sa gotowane na oleju, ale te wszystkie soki w tych zyjatkach przypominaja troche konsystencje tluszczu. Po umyciu rak w misce z herbata rzeczywiscie pozbywa sie tego lepkiego uczucia.

    Musze zaczac odkazac buty herbata =) .

    Apropo herbabki, co by sie stalo, gdyby zrobic ciasto z zmielonych w proch lisci, hm?

  20. matiwan |

    A.Zhao wydaje mi się, że nic by się nie stało i herbabka byłaby pyszna. W końcu matcha to też herbaciany proszek.
    Kto pierwszy upiecze herbabkę z matchą własnej roboty? 🙂

  21. A. Zhao |

    Ja jestem ciekaw jak bedzie smakowal ciasto z Biluochun i smietana =)

  22. Jakub |

    a czy za to spotkanie placi sie na miejscu czy przelewem?

  23. Anna Włodarczyk |

    Jakubie: opłata za spotkanie na miejscu w kasie Tarabuka. Zapraszam całą rodzinę!
    A.Zhao, Matiwanie: zgadza się, matcha to zmielona zielona herbata. tradycyjnie w Japonii przechowywało się ją w liściach w specjalnych kadziach (musiała poleżakować kilka miesięcy zanim można ją było parzyć) i mieliło dopiero tuż przed parzeniem. Teraz częściej kupuje się ją już zmieloną na proszek i w takiej postaci jest też dostępna u nas w niektórych sklepach z orientalną żywnością. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że po tym przechowywaniu matcha zachowuje żywy zielony kolor. Chińska herbata dawno już by się, że tak powiem, „zpu’erowała”. W każdym razie wygląda na to, że matcha nie jest niestety taka prosta do zrobienia:)

  24. Jakub |

    Dziękuje,przyjde z rodziną i kolegą ,który po części dzięki mnie też stał się herbaciarzem i teraz organizujemy spotkania herbaciane również w zaciszu domowym.

  25. A. Zhao |

    Rob, rob, jak najczesciej =) .
    Ja jednak nie przyjde, mimo woli. Znalazlem prace w kasynie. Teraz noca nie mam czasu wolnego =o

  26. Anna Włodarczyk |

    O, szkoda:(
    W takim razie liczymy na Ciebie następnym razem!

  27. Jakub |

    Nie mogę doczekać się spotkania w tarabuku.Już tylko 25 godzin!

  28. A. Zhao |

    Szkoda, bo temat warsztatu bardzo ciekawy u_u

  29. King of Pain |

    Witam,
    Czy prócz warsztatów, które pomagają zrozumieć i doświadczyć kultury chińskiego picia herbaty są prowadzone szkolenia na testerów herbaty? Bardzo mnie to interesuje i chętnie dowiedziałbym się jak takie szkolenie (czy jak to nazwać) wygląda i ile kosztuje. No i oczywiście czy są przeprowadzane w Polsce.
    Pozdrawiam

  30. Anna Włodarczyk |

    Szkolenia dla testerów, czy fachowiej mówiąc „kiperów” herbaty są bardzo wyspecjalizowane, a więc raczej mało dostępne. Nie mam informacji, czy są prowadzone w Polsce, ale oferta szkoleń tego typu jest u nas coraz bogatsza, więc może coś da się znaleźć.

  31. A. Zhao |

    Jak juz tester herbaty to juz lepiej starac sie o tytul „Tea Master” niz kipera. Kiper ma rozwodniona wiedze o herbacie. Slyszalem, ze sa egzaminy na ten tytul. Mimo wszystko i tak najlepiej jest poprzez doswiadczenia zostac autorytetem, wtedy zaden test nie jest potrzebny =)

  32. Anna Włodarczyk |

    Otóż to:)

  33. King of Pain |

    Wiadomo, że doświadczenie jest bardzo ważne, ale trzeba mieć jakieś podstawy. Niestety ciężko jest znaleźć informacje o tym zagadnieniu w polskim internecie. Co prawda znam trochę angielski, ale język jakim posługują się osoby piszące specjalistyczne artykuły na ten temat przysparza problemów i ciągłego używania translatora.

  34. King of Pain |

    Chodzi mi o to co i jak oceniać w herbacie, a także o technikę jeśli taka istnieje. Łatwiej jest uczyć się pod okiem mistrza i można być wtedy pewniejszym swojej wiedzy.

  35. A. Zhao |

    A skad jestes, King? Moglibysmy sie kiedys spotkac i zamienic sie doswiadczeniami 😉 .

    Nie da sie w komentarzu rozpisac kompletu zasad dotyczacych wszystkich rodzai herbaty. Ogolne zasady sa takie, ze trzeba zewaluowac stan lisci przed zaparzeniem: czy nie wydziela innego zapachu niz same liscie, czy sa paki, czy sami liscie, czy duzo jest galezi. Potem parzymy herbate i oceniamy jej klarownosc, gladkosc w ustach, czy jest kwasna, czy jest za gorzka (za „mocna”), zapach naparu, smak i aromat. To w zasadzie najlatwiejsza czesc. Ogolna zasada jest taka: jak sie okaze, ze herbata cie powali od pierwszego kontaktu, znaczy ze jest to dobra herbata. Potem wyjmujemy zaparzone liscie i oceniamy, czy sa w calosci, nie sa poszarpane.

  36. King of Pain |

    Jestem ze Szczecina więc wszędzie mam daleko 😉 Moich doświadczeń dużo nie ma, bo jeszcze pół roku temu ograniczałem się do picia Liptona ekspresowego. Stosunkowo niedawno zainteresowałem się herbatą i szukam informacji w internecie.

  37. Little Ann |

    Witam. Komentarz do starego wpisu, ale co tam.
    Chciałam tylko wtrącić słówko na temat używania proszkowanej zielonej herbaty zamiast oryginalnej matchy w różnych przepisach – herbabki co prawda nie robiłam jeszcze, ale ciastka z senchą potraktowaną moździeżem wyszły bardzo sympatyczne ;]
    Pozdrawiam i dziękuję za tego bloga, bo jest świetny.
    Ania

  38. Anna Włodarczyk |

    Dziękuję i gratuluję pomysłu!

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)