Skąd się wzięły czerwone herbaty?

Czerwona pąkowa Yunnan Dianhong w czajniku - jaka ona tam czarna...
Na wstępie małe wyjaśnienie: oczywiście chodzi o herbaty całkowicie fermentowane, nazywane w Chinach hong cha 紅茶 – czerwonymi, a u nas czarnymi.
Co jakiś czas spotykam się w różnych źródłach – w większości polskich, ale zdarzyło się i w chińskich – z historią, że herbata czerwona powstała przypadkiem, kiedy liście wulonga zwilgotniały i sfermentowały całkowicie podczas transportu statkiem do Europy… Na szczęście chyba niewiele osób traktuje poważnie tę opowieść.
Jest ona nieprawdopodobna choćby dlatego, że wulongi w odpowiednim momencie obróbki (kiedy osiągną wymagany poziom oksydacji) poddawane są procesowi sha qing 殺青, czyli podgrzewaniu przerywającemu fermentację. Po jego zakończeniu w liściach może co najwyżej zachodzić fermentacja nieenzymatyczna, jak w obróbce herbat czarnych, żółtych i Pu’era, a nie enzymatyczna, której poddawane są herbaty czerwone.
Herbaty czerwone wytwarza się w Chinach od XVII wieku, kiedy w prowincji Fujian po raz pierwszy uzyskano ich typ znany jako xiao zhong hong cha 小種紅茶. Następnie powstały gong fu hong cha 工夫紅茶, a już w XX wieku Chińczycy przejęli z Indii opracowaną tam przez Anglików metodę produkcji hong sui cha 紅碎茶 – czyli czerwonych herbat łamanych. Współczesne chińskie herbaty czerwone dzieli się właśnie na te trzy podstawowe typy, które oczywiście obejmują wiele gatunków i odmian. Wszystkie one przechodzą podczas produkcji te same podstawowe etapy: więdnięcie, zwijanie, fermentację i suszenie, które w tym przypadku spełnia jednocześnie rolę procesu sha qing. Tak się składa, że herbaty czerwone powstały niemal jednocześnie z zapoczątkowaniem eksportu herbaty do Europy. Na dodatek wynaleziono je w prowincji Fujian, skąd właśnie herbatę wysyłano na Zachód drogą morską. Być może te dwa fakty: powstania nowego rodzaju herbaty i początków jej eksportu splotły się ze sobą i stąd wzięła się legenda o fermentacji na statku. W pewnej znanej mi książce tajwańskiej ( „Zhongguo cha dao” 《中國茶道》 pod redakcją Huang Dunyan 黃墩岩) jest mowa o tym, że Europejczycy zasmakowali w mocno fermentowanych wulongach, a Chińczycy opracowali metodę obróbki herbat całkowicie fermentowanych w odpowiedzi na zapotrzebowanie cudzoziemców.

Napar Yunnan Dianhong
Niemniej wizja przypadkowego powstania herbat czerwonych jest niezwykle kusząca. W końcu wiele wspaniałych wynalazków zawdzięczamy właśnie szczęśliwym przypadkom. Puszczając wodze fantazji wyobrażam sobie, że jakiś mnich doglądający obróbki wulonga na przyklasztornej plantacji przysnął i przegapił moment, kiedy herbatę należało podgrzać, by przerwać fermentację. Opat spróbował naparu i… ciąg dalszy wszyscy znamy.
Kanał RSS bloga
Zostań fanem!
Ja pijam zieloną albo czarną herbatę
Uwielbiam też ulung
Ale powiem że ostatnio się rozsmakowałem w cejlońskiej zielonej herbacie od dilmah. Wiem że zielona to głownie chiny ale ta cejlońska jest jakaś łagodniejsza
No proszę, zielonej cejlońskiej nie próbowałam, a widzę, że warto. Ale też chińskie zielone są bardzo różne. Rzeczywiście, „sztandarowa” chińska zielona herbata, czyli Longjing, jest w moim odczuciu dość ostra w smaku. Ale już Biluochun jest znacznie delikatniejsza, a innych gatunków jest całe mnóstwo. Ja bardzo sobie cenię również tajwańskie zielone herbaty, choć Tajwan słynie głównie z wulongów. Jest w czym wybierać w każdym razie:)
Czy moglabys opisac innym na blogu herbate Jin Jun Mei 金骏 眉, jedna z najlepszym obecnie gatunkow herbaty w Chinach? Powstala dosc niedawno o ile mi wiadomo, niemniej dla dla mnie jest ona wyjatkowa. Delektuje sie nia z przyjemnoscia i moge polecic Ja kazdemu, kto szuka odmiany od czerni lub zieleni.
Fujian, w szczegolnosci Wuji, ma swoj urok i specyficzny smak, a 金骏 眉 jest jednym tego doskonalym przykladem.