Kolory Alishana

Czerwony Alishan 阿里山紅茶 na jesiennym plenerowym spotkaniu herbacianym

Rynkiem herbacianym, podobnie jak każdym innym, w jakimś stopniu rządzi moda. Oprócz zawsze lubianych klasycznych gatunków, takich jak Longjing czy Tie Guanyin, co parę sezonów pojawiają się modne nowości. Na przykład kilka lat temu serca miłośników herbaty podbiła czerwona Jinjunmei  金駿眉 czy Anji Baicha 安吉白茶 – „Biała Herbata z Anji”, która „biała” jest tylko z nazwy, a tak naprawdę – zielona. Od kilku lat obserwuję w Chinach i na Tajwanie rosnące zainteresowanie herbatami czerwonymi, które do tej pory pozostawały nieco w tyle za zielonymi i wulongami. Ciekawe, że podczas gdy w naszej części świata coraz popularniejsze stają się herbaty zielone czy białe, Chińczycy przekonują się do czerwonych.

Korzystając z mody na herbaty czerwone, za ich wytwarzanie intensywniej zabrali się też producenci tajwańscy. Sprzyja temu zresztą jeszcze jedna okoliczność: co prawda krzewy Camelia sinensis wegetują na Tajwanie przez większą część roku, ale latem w zasadzie nie produkuje się wysokiej jakości wulongów. Są oczywiście gatunki i odmiany tajwańskich herbat turkusowych, które zbiera się także latem, jak na przykład Si Ji Chun 四季春, czyli dosłownie „Wiosna przez Cztery Pory Roku”, nazwana tak właśnie dlatego, że wytwarza się ją praktycznie przez okrągły rok. Nie jest to jednak gatunek wysoko ceniony. Najcenniejsze, najbardziej znane odmiany (z nielicznymi wyjątkami) pochodzą ze zbiorów wiosennych i zimowych. Krzew jednak oczywiście wegetuje, czyli wypuszcza młode pędy także latem. A lato to z kolei pora jak najbardziej sprzyjająca wytwarzaniu herbat czerwonych. Przedsiębiorczy producenci herbaty z regionu Alishan postanowili więc to wykorzystać.

Alishan 阿里山, czyli „Góra Ali”, to właściwie nie jedna góra, ale cały górzysty region na w powiecie Jiayi (lub Chiayi 嘉義), o klimacie szczególnie sprzyjającym uprawie krzewów herbacianych. Pochodzi stamtąd jedna z najsłynniejszych „wysokogórskich” herbat turkusowych wytwarzanych na wyspie: Alishan Wulong 阿里山烏龍, którego uprawy znajdują się na wysokości 800-1800m nad poziomem morza. W 2012 roku rolnicy z Alishan po raz pierwszy poddali całkowitej oksydacji listki uprawianych tam krzewów odmiany drobnolistnej i tak powstała Alishan Hong Cha 阿里山紅茶, czyli Czerwona Herbata z Alishan. Eksperyment udał się tak nadzwyczajnie, że nowy gatunek – oczywiście odpowiednio promowany przez lokalne władze – osiąga ceny nawet trzykrotnie wyższe niż wysokiej jakości herbaty turkusowe. Poznałam go podczas podróży po Tajwanie w sierpniu zeszłego roku, akurat kiedy pierwsze, świeżutkie czerwone Alishany trafiły do herbacianych sklepów. I muszę przyznać, że jest to jedna z herbat, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Suche listki są ciemne, lekko zwinięte, napar pomarańczowoczerwony, o przepięknym, kwiatowo-miodowym aromacie. Miodową słodycz (z odrobiną czekolady, jak twierdzą niektórzy) Alishan Hong Cha zawdzięcza owadom z gatunku Jacobiasca formosana, które mają swój udział także w powstawaniu Baihao Wulonga 白毫烏龍. Żerując na liściach wytwarzają związki chemiczne, które nadają herbacie unikalny, słodki smak. Dla mnie głęboko czerwony napar czerwonego Alishana to esencja gorącego, monsunowego lata, w sam raz na długie jesienne i zimowe wieczory.

Czerwoną Herbatę z Alishan, obok innych wspaniałych gatunków, zaparzymy i skosztujemy na najbliższych warsztatach herbacianych w Ośrodku Alcha, już w sobotę 19 października. Zapraszam!

6 komentarzy »

  1. Raf |

    A ja czekam na Da Yeh Oolong z wschodniego wybrzeża Tajwanu.

    Ugryzienia owadów indukują podwyższoną syntezę lotnych związków aromatycznych w liściach. Roślina się broni. Pogryzione liście pokrywają się plamami, liście karłowacieją, pąki szczytowe mogą zasychać. Takich porażonych liści nie usuwa się, używane są w produkcji. Oczywiście na plantacjach nie stosuje się insektycydów, te zielone owady są hołubione i pożądane.

  2. Anna Włodarczyk |

    Właśnie, dziękuję za doprecyzowanie. Warto też zauważyć, że karłowacenie liści ma wpływ na wysoką cenę, ponieważ do wyprodukowania tej samej ilości herbaty „obrabianej” przez Jacobiasca formosana potrzeba znacznie więcej liści niż na inne herbaty liściowe, nie poddawane tego rodzaju „obróbce”.

  3. Jakub |

    Ciekawy temat 🙂

  4. Marta |

    Właśnie otworzyłam pierwszą paczuszkę z czerwonym wulongiem i z miejsca się zakochałam. Może z powodu przedświątecznego czasu pachnie mi nieco śliwkami w czekoladzie, gryczanym miodem. Dwa nowe doznania w jednym tygodniu (pierwsze za sprawą wulonga mlecznego)…dawno mi się to nie zdarzyło 😉

  5. papa na dach |

    Czy tekst jest wartościowy i wiele wnosi? Nie wiem.
    Ale jest bardzo ciekawy i dobrze napisany.

  6. Herbaciana inauguracja roku­- Herbata Noworoczna – herbatniczek |

    […] herbatą był czerwony oolong z Alishan­ herbata całkowicie utleniana. W pierwszej turze próbowaliśmy pierwszego i drugiego parzenia, w […]

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)