Alishan na balkonie

Długo wyczekiwana wiosna wróciła i wreszcie udało się zainaugurować kolejny sezon herbaciany na balkonie. W małym gronie (dostosowanym do rozmiarów balkonu) kosztowaliśmy tajwańskiego Alishan Wulonga 阿里山烏龍, lub, jak kto woli Wulonga z Alishan. Alishan, czyli Góry Ali, to górzysty region w tajwańskim powiecie Jiayi 嘉義, gdzie najwyższe szczyty sięgają ponad 2500 m. Górskie stoki, obfite opady i ciepły klimat tworzą znakomite warunki do uprawy herbaty, choć w tym regionie nie ma ona zbyt długiej historii – rozpoczęto ją dopiero na początku lat 80. XX wieku. Plantacje herbaciane znajdują się tam na wysokości od około 700 m do 1800 m. Warunki na poszczególnych plantacjach oczywiście mogą się różnić, ale ogólnie w regionie Alishan często bywają mgły, a czas nasłonecznienia jest krótki. Dzięki temu listki herbaciane są delikatne, lecz „cierpliwe w parzeniu”, a przyrządzony z nich napar ma przyjemny, łagodny aromat i smak bez odrobiny goryczy.

Herbatę w Alishan zbiera się przez większość roku – od kwietnia do listopada, przy czym najwyżej cenione są te zbierane zimą i wiosną. Jak to na Tajwanie, najpopularniejszą odmianą krzewu (czyli kultywarem) jest tam qingxin wulong 青心烏龍, uprawia się też odmianę jinxuan 金宣. Wulongi z Alishan mają na ogół niski lub średni poziom fermentacji – 15-25%. Dodatkowo, po zakończeniu zasadniczej obróbki są palone (lub, jak kto woli, prażone – ja mówię raczej o „paleniu”, żeby odróżnić ten proces od zachodzącego wcześniej prażenia przerywającego fermentację). Swojego czasu lubiłam częstować gości trzema odmianami Alishan Wulonga, nie różniącymi się stopniem fermentacji, a tylko stopniem prażenia (lekki, średni, mocny). Różnica była uderzająca – od delikatnych, świeżych smaków i jasnego żółtozielonego naparu do smaku znacznie cięższego, „ciepłego” i dość ciemnego koloru naparu. Tym razem skosztowaliśmy Alishan Wulonga w wersji średnio palonej – złoty środek, jak uważają niektórzy. Piękny początek sezonu:)

8 komentarzy »

  1. ziomiwan |

    Ten chyba nie był palony prawda?
    Liście wyglądają jak w klasycznym porządnym oolongu, a i kolor naparu nie wskazuje na palonego. Miałem niedawno okazję pić palonego mocno oolonga i mam jeszcze mniej i bardziej palone. Znakomite jak dla mnie.
    Aaach oolong 😉

  2. A. Zhao |

    Palony, w niektorych miejscach na zdjeciu widze rumiane odcienie. Po porzadnym parzeniu barwa lisci blednie. Hey, duzo tutaj „kosci” herbacianych! XD

  3. Anna Włodarczyk |

    Chińczycy mówią, że kolor herbaty jest tym bardziej czerwony, im mocniejsza fermentacja, a tym ciemniejszy im mocniejsze palenie. Zdjęcie może trochę przekłamywać kolory, ale ten Alishan był trochę palony, choć nie mocno. Fakt, trochę „kościsty”, ale smaczny:)

  4. A. Zhao |

    A! To sie czegos niedouczylem na Fenghuangshan! /=|

  5. Anna Włodarczyk |

    Nie wszystko na raz:) Zresztą wyróżnianie prażenia (przerywającego fermentację) i palenia (zachodzącego po podstawowej obróbce, jako proces dodatkowy) to specjalność tajwańska; Chińczycy z kontynentu nie odróżniają palenia od suszenia, więc i kolory herbaty mogą (jak mi się wydaje) inaczej interpretować. Polecam książkę pana Cai Rongzhang 蔡榮章 pt. „現代茶藝” (Xiandai Chayi – „Współczesna sztuka herbaty”).

  6. A. Zhao |

    Oy, mam juz prawie 10 kilo ksiazek. Zblizam sie do limitu przeciazenia bagazowego. Moze nastepnym razem. Dziekuje =(

  7. Staszek |

    Na Górze Ali miałem okazję brać udział w małym pokazie parzenia lokalnej herbaty, jak zapewniano i udowadniano pokazując ręcznie zbierane, nieporwane listki o gładkiej powierzchni, najwyższej jakości.
    Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, otóż:
    Z liści tych robi się herbatę białą, zieloną, żółtą, czerwoną oraz czarną, a wszystkie można i należy zaparzać w temperaturze ok. 80 stopni. Nawet czarną.
    Czy wiecie, że dobra herbata liściasta nie powinna mieć żadnego zapachu? Jeśli liście pachną „herbatą” tzn. że zapach dodany jest chemicznie. Na całym świecie jest dodawany.
    Herbata pachnie dopiero po zalaniu wodą.
    Dobra herbata zielona przy siódmym zalaniu dalej ma taki sam kolor. Jeśli traci kolor, to nie jest najlepsza.
    Dobrą herbatę czarną zalewamy również wodą poniżej 80 stopni. I robimy to siedem razy.
    Herbatę można „parzyć” na zimno. Wrzucamy liście do zimnej wody i czekamy. Przy 15 stopniach 3 godziny, w lodówce 8 godzin.
    Parzyć możemy jedną minutę lub dwie godziny, dobra herbata jest zawsze dobra.
    Po którymś patrzeniu wyciągamy kilka liści i oglądamy – jeśli są gałązki z trzema liśćmi, a liście są całe i nie porwane, tzn. że zbierane były ręcznie, czyli są najlepsze. Liście powinny być miękkie w dotyku.

  8. Anna Włodarczyk |

    @Staszku: nie do końca się zgadzam. Herbata sucha także pachnie, bo pachnie właściwie wszystko, ale prawdą jest, że zapach suchej herbaty (zwłaszcza, jeśli jest w niewielkiej ilości, rzędu kilku-kilkunastu gramów) jest bardzo delikatny, dla niektórych niewyczuwalny. Dlatego wchodząc do wielu chińskich i tajwańskich sklepów herbacianych nie czujemy żadnego szczególnego aromatu, w przeciwieństwie do polskich sklepów, w których sprzedaje się w większości herbaty sztucznie aromatyzowane, często przechowywane w nieszczelnych pojemnikach. Rzeczywiście, intensywniej pachną dopiero liście wilgotne, ale także podgrzane – dlatego np. przed zaparzeniem gongfu cha często wąchamy liście wsypane do wyparzonego wrzątkiem czajniczka i dlatego „palone” w koszach wulongi rozsiewają wokół wspaniały aromat. Co do utrzymywania koloru naparu w wielu kolejnych parzeniach (choć moim zdaniem niekoniecznie akurat siedmiu) – zgoda, ale tylko przy parzeniu gongfu cha; w dużym czajniku, przy małej porcji liści zalewanej dużą ilością wody nie będzie to możliwe, choćby herbata była nie wiem jak dobra. Jeśli zaś chodzi o temperaturę parzenia, to z mojego doświadczenia wynika, że czerwony Alishan o sporych, ciemnych liściach znakomicie parzy się w nieco wyższej temperaturze, choć naturalnie można go zaparzyć i w 80 stopniach, za to trochę dłużej. Pełna zgoda co do „parzenia” na zimno – pisałam o tym kiedyś. Moim zdaniem w tej wersji najlepiej spisują się herbaty zielone.

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)