I po święcie

Dzień był piękny. Ciepły, słoneczny, lekko mglisty i zagęstniony.  W Ogrodzie kwitły jeszcze kwiaty i żółkły już liście. Taki piękny dzień na pożegnanie lata i przywitanie jesieni. Oprócz kwiatów i liści na stoiskach mieniły się kolorowe kubki, miski, talerze, czajniki. Pachniało jesienią, ziemią i herbatą. Tak było rano, zanim wszystko się zaczęło. A potem wpłynął pierwszy strumień ludzi i falami kolejne. Oglądali naczynia, wąchali herbaty, próbowali, pytali, wybierali. Wszystko szczelnie się wypełniło intensywnym ruchem i dźwiękiem. I przez kilka godzin trwało to wspólne brzęczenie, to pochylanie się nad ceramicznymi kielichami i wypijanie herbacianych nektarów. Jak to w Ogrodzie. Poszczególne stoiska skupiały większe grupy, które przemieszczały się oddzielnie i wspólnie. Przystawały na dłużej, gdy działo się coś więcej, gdy można było więcej zobaczyć, usłyszeć, dowiedzieć się – o mieszaniu herbat, o herbatach artystycznych, rozgrzewających na jesień i najlepszych chińskich i tajwańskich (różnych kolorów: zielonych, białych , żółtych, turkusowych, czerwonych i czarnych). Zbierali ten „nektar” i ruszali dalej.

Po 17.00 wszystko ucichło. Stoiska jakby niżej osiadły, wystawcy przysiedli, powietrze znów zagęstniało. Zrobił się piękny, ciepły jesienny wieczór. Pożegnaliśmy lato, Ogród i Święto Herbaty. Cztery dni pokazów, spotkań, warsztatów i cały ogrodowy dzień kiermaszu. Każdy niesprzedany czajniczek został zawinięty w swoje ubranko i wrócił do swojego mieszkanka, każda niewybrana herbata wskoczyła z powrotem do skrzynki, a wszystkie pakunki do Dyniowozu i Srebrnej Strzały ruszyły do domu. Dziękujemy wszystkim, którzy pomagali tam na różne sposoby współtworzyć ten czas: naszym partnerom japońskiemu Stowarzyszeniu Drogi Herbaty Urasenke, wszystkim miejscom i gospodarzom, którzy nas gościli – herbaciarni „na kłopoty… Bednarska”, „Dzieła Zebrane” i Ogrodowi Botanicznemu UW, wszystkim, którzy z chęci i wyboru uczestniczyli w naszych działaniach, tym, którzy przychodzili, patrzyli, słuchali, i tym, którzy potem dalej wracali i tym, którzy kupowali i ty, którzy opowiadali o tym innym, i tym, którzy pomagali nam taszczyć, ustawiać i znów pakować i przenosić i tym, którzy nas karmili i tym, którzy pomagali nam handlować i tym, którzy robili dla nas zdjęcia i wreszcie tym, którzy razem z nami się wystawiali – wspaniałym ceramikom – Andrzejowi Bero, Łukaszowi Kuczyńskiemu, Kasi Modrzejewskiej, Tratkom i innym herbaciarzom: „Herba tei”, „Kabaterii” i „Samym Fusom”, a zwłaszcza tym, którzy specjalnie do nas przyjechali z Czech – Panu Złociutkiem z Pragi i Radkowi z Brna (dziękujemy za świeży towar, pokaz pu’erów i całą naukę). Wszystkim bardzo dziękujemy i nieustająco zapraszamy na herbatę. Przyszedł czas na dojrzalsze wulongi tj. dongding i baihao. Na szczęście trochę ich jeszcze na jesień mamy…

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)