Pu’er

Morze Herbaty wypłynęło na szerokie wody, a dokładnie do Cieszyna na Święto Herbaty (16-17 lipca), skąd pognało aż do Pragi. Dokładna relacja wkrótce, a tymczasem trochę na temat, który nas podczas tej herbacianej podróży bardzo poruszył. Podczas Święta uczestniczyłyśmy w bardzo ciekawej konferencji, a największe wrażenie zrobiła tam na nas prezentacja herbat Pu’er w wykonaniu przyjaciół z Teanet-cn.cz. W jej wyniku musimy trochę zrewidować nasze poglądy na tę herbatę…

Pu’er 普洱, zgodnie z tym, czego się uczyłam i co można było znaleźć we wszystkich rzetelnych chińskich źródłach, zaliczany był do herbat czarnych – „postfermentowanych„, „dojrzewających„, czyli przechodzących wtórną fermentację nieenzymatyczną. Tymczasem okazało się, że w Chinach trwa w tej chwili dyskusja, czy nie należałoby wyłączyć go z tej kategorii. Wielu chińskich znawców (w tym nasz prelegent) skłania się do tego, żeby Pu’er traktowany był osobno, ponieważ wyróżnia się spośród innych herbat czarnych, takich jak Liu Bao Cha („Herbata Sześciu Skarbów”) z Guangxi czy herbaty czarne z Hunanu. W rezultacie cała koncepcja „Sześciu Wielkich Rodzajów Herbaty” się wali i zmienia się w „Siedem Rodzajów”: sześć kolorów plus Pu’er… No cóż, dobrze nam było z Sześcioma Rodzajami, ale wszystko się zmienia. Kiedyś w końcu były tylko zielone.

Wracając do samego Pu’era, występuje on w dwóch podstawowych odmianach, które Czesi nazywają „zielonym Pu’erem” i „ciemnym Pu’erem„. Nazwy te mogą być trochę mylące, zwłaszcza „zielony Pu’er”, bo w zasadzie do herbat zielonych też go zaliczyć trudno. Dlatego tradycyjnie będziemy się tu trzymać nazw chińskich: zielonego nazwiemy „świeżym” (z chińskiego sheng 生 – surowy, świeży), a ciemnego – „dojrzałym” (od shou 熟 – dojrzały).

Oba Pu’ery podczas obróbki są poddawane podgrzewaniu przerywającemu fermentację, które powinno się odbywać przez suszenie na słońcu, ale w praktyce bywa zastępowane efektywniejszym podprażaniem. Świeży Pu’er jest następnie prasowany w różne formy, np. w widoczny na zdjęciu kształt Tuocha przpominający miseczkę czy gniazdo, a następnie trafia do magazynu na „leżakowanie” czy „dojrzewanie”, podczas którego powoli fermentuje w naturalnym procesie fermentacji nieenzymatycznej. Pożądane właściwości osiąga dopiero po około 5 latach, choć nie znaczy to, że nie można go wcześniej parzyć i pić. Natomiast dojrzały Pu’er przechodzi wcześniej charakterystyczny dla tego gatunku proces wodui 渥堆, podczas którego usypany w kopce, przykryty zwilżonymi płachtami przez około 1-2 miesiące nabiera pleśniowego, ziemistego smaku i aromatu oraz czarnego koloru. Jest to również proces fermentacji nieenzymatycznej, ale sztucznie przyspieszony i zachodzący w mocniejszym stopniu. Oba Pu’ery występują w różnych kształtach – oprócz Tuocha także w kształcie cegiełek, kołaczy (tzw. „ciastek”), a Pu’er dojrzały także w postaci sypkiej.

W rezultacie czeskiej wyprawy Morze Herbaty wzbogaciło się w dwa pierwszorzędne Pu’ery z 2009 roku: świeży Pu’er Tuocha w postacu stugramowych „gniazdek”, łagodny i przyjemny w smaku, przypominającym świąteczny kompot z suszu, i dojrzały sypki Pu’er Królewski, o głębokim smoliścieczarnym kolorze i łagodnym smaku. Oba Pu’ery należy parzyć wrzątkiem, pierwsze parzenie wylewając, najlepiej w kamionkowym czajniczku.

Przy okazji długich nocnych rozmów nad czarką herbaty w Cieszynie rozwinęła się także nasza stara historia o Wuju Pu’erze (kto nie zna, niech sięgnie do naszych wczesnych wpisów), a ściślej mówiąc powstał jej prequel. O tym następnym razem.

9 komentarzy »

  1. little star |

    Herbaty typu pu-erh mają nieco oryginalny smak, nie wiem nawet czy nie nazbyt oryginalny jak dla mnie. Preferuję raczej- jak zapewne większość-herbaty czarne, chociaż czasem aby urozmaicić sobie swoją herbacianą dietę sięgam po herbaty czarne aromatyzowane np ostatnio dilmah lemon & lime-polecam gorąco.

  2. Anna Włodarczyk |

    To prawda, Pu’ery są bardzo specyficzne, mają ziemno-pleśniowy smak, który zwykle nikogo nie pozostawia obojętnym – można je uwielbiać albo ich nie cierpieć. Dlatego Pu’er w wersji świeżej, czyli ten przez Czechów nazywany „zielonym” może przypaść do gustu osobom, dla których tradycyjny dojrzały Pu’er jest zbyt oryginalny. A herbaty czarne, czyli te, które za przykładem Chińczyków nazywamy „czerwonymi” też są dobre…

  3. little star |

    Widziałam, że w sklepach pojawiły się także herbaty pu-erh aromatyzowane chociaż jeśli w przypadku herbat aromatyzowanych dilmah jestem wrecz oczarowana ich smakiem tak w przypadku pu-erh zabija to naturalny smak herbaty.

  4. Anna Włodarczyk |

    Oj, tak, aromatyzowany Pu’er brzmi dla mnie trochę przerażająco. Jakoś owocowe czy kwiatowe aromaty zupełnie mi do niego nie pasują. Co do innych herbat aromatyzowanych, to pijemy czasem te najbardziej tradycyjne, aromatyzowane naturalnie, czyli wielokrotne mieszane ze świeżymi kwiatami i razem z nimi suszone. Większość kwiatów na ogół po takim aromatyzowaniu usuwa się z herbaty. Dwa gatunki, które czasem goszczą w naszych czarkach to zielona herbata jaśminowa i wulong aromatyzowany kwiatami tzw. „słodkiego osmantusa” (Osmanthus fragrans, który podobno po polsku nazywa się wonczą). Herbaty u nas dostępne często zawierają sztuczne aromaty, więc raczej ich unikamy. Poza tym, miło jest czasem posmakować herbaty kwiatowej, ale najczęściej najbardziej cieszy nas jej czysty, naturalny aromat:)

  5. little star |

    Widzę, że tak jak ja Jesteś Anno miłośniczką herbaty:) Zapraszam do ciekawych dyskusji o herbacie i przy herbacie na facebook’u w Klubie Miłośników Dobrej Herbaty:)

  6. Anna Włodarczyk |

    Cóż, nie da się ukryć:) Z tej miłości wzięło się Morze Herbaty. Dziękuję za zaproszenie, skorzystam chętnie kiedy znajdę troszkę czasu.

  7. little star |

    Bardzo się cieszę a ja obiecuje czytać tak jak zawsze Morze Herbaty z zapartym tchem:)

  8. Pu’er- herbata o wielu twarzach | herbatniczek |

    […] -Morze herbaty oraz tutaj […]

  9. urządzenie |

    Niezwykle ciekawy wpis, zalecam ludziom

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)