Herbata w Szanghaju

Spędziłam 3 pracowite dni w Szanghaju, podczas których prawie nie było czasu żeby usiąść i napić się herbaty. Na szczęście, jak to w Chinach, herbata jest w Szanghaju wszędzie. Przede wszystkim we wszędobylskich słoikach – Chińczycy w niektórych regionach lubią mieć zawsze przy sobie słoik z liśćmi herbaty (przeważnie zielonej), które wielokrotnie zalewają wrzątkiem i sączą w wolnych chwilach. Ale dzisiejsze słoiki są już inne niż kilkanaście lat temu, kiedy używano umytych słoików po różnych produktach spożywczych. Te dzisiejsze to specjalne słoiki herbaciane, szklane lub plastikowe, niektóre nawet całkiem eleganckie. A w nich – najczęściej Longjing lub inna zielona herbata. Na szczęście naczynia do gongfu cha są też coraz bardzie popularne. Nawet nasze pokoje hotelowe były wyposażone w ładne, proste porcelanowe komplety z gaiwanem (czarką z przykrywką) i herbatę Tie Guanyin z Anxi w małych torebeczkach.

sklep z herbatą w Szanghaju

No i sklepy herbaciane – wspaniałe jest to, że w centrum Szanghaju wystarczy przejść się 5-10 minut dowolną ulicą, żeby na jakiś trafić. Wybór zwykle nie jest jakiś imponujący (na próżno pytałam o herbaty białe i żółte), ale wystarczający, żeby zrobić udane zakupy. A jakość herbat jest o wiele, wiele lepsza niż w naszych sklepach. Ceny wysokie, ale większość gatunków występuje w różnych cenach, w zależności od ich jakości, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

W chińskich sklepach herbacianych uwielbiam to, że herbaty można tam spróbować. Na klientów zawsze czeka przygotowany komplet do gongfu cha. W sklepie, do którego trafiłam właściciel na wstępie poczęstował nas wspaniałą czerwoną herbatą Dianhong, czyli pochodzącą z Yunnanu, parzoną na sposób gongfu cha w porcelanowym gaiwanie. Następna była zawrotnie droga Longjing w szklance. Wszyscy tam jakoś upierają się, żeby Smoczą Studnię parzyć w szklankach, bo dzięki temu podobno można pijąc obserwować stopniowo rozwijające się, piękne zielone listki. Cóż, może i tak, ale po dłuższej chwili, jeśli nie wypijemy naparu od razu, robi się on bardzo gorzki. A w przypadku herbat zielonych goryczka wychodzi szczególnie łatwo. Poza tym wydaje mi się to mało eleganckie – Smocza Studnia zasługuje na dobrą porcelanę.

Rzetelna wiedza o herbacie nawet w Chinach nie jest niestety szczególnie powszechna. Właściciel sklepu powiedział, że Longjing należy parzyć wodą o temperaturze tylko 90 stopni (!). Potem stwierdził, że Pu’er to herbata czerwona, a Tie Guanyin z Anxi – zielona. Kto wie, może po prostu myślał, że się nie znam i zastosował określenia, jakich często używają przybysze z Zachodu. Kiedy nieśmiało zasugerowałam, że Pu’er jest czarna, a Tie Guanyin turkusowa, natychmiast przyznał mi rację. Smutne było też to, że inny klient, najwyraźniej znający się na herbacie, palił papierosa przy jej kosztowaniu. Ale poza tym nie ma na co narzekać – doskonałe herbaty, odpowiednio przechowywane (zielone w wielkiej lodówce), paczkowarka próżniowa jak należy. Oby i u nas tak kiedyś było.

3 komentarze »

  1. Suiseki |

    Bardzo chciałbym kiedyś trafić do takiej herbaciarni. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Wydaje mi się, że Chińczycy bardzo pragmatycznie podchodzą do herbaty i wygodę stawiają ponad elegancję. Stąd te słoiki i szklanki. Nie zdziwiłbym się, że na co dzień piją ją w ten sposób a od święta wyjmują tradycyjne naczynia. Shanghai uchodzi za bardzo zabieganą metropolię i pewnie to wywarło wpływ na sposoby parzenia. Co do palenia, to wydaje mi się, że Chińczycy bardzo dużo palą i przy każdej okazji. Czytałem, że wg nich to bardzo uprzejme jeśli idąc w gości przyniesie się karton papierosów. Szukając materiałów herbacianych widziałem już wiele zdjęć ludzi przygotowujących, pijących, ba nawet sortujących liście, z papierosem w ręku. Niestety ale chyba prędko się to nie zmieni.

  2. Anna Włodarczyk |

    Rzeczywiście, Chińczycy są pragmatyczni, ale jeszcze niedawno sposób picia herbaty był związany przede wszystkim z regionem. Ogólnie mówiąc północ to były słoiki, kubki z sitkiem, czasem czarki z przykrywką – jednym słowem „picie herbaty”, natomiast południowy wschód, głównie Fujian – naczynia do gongfu cha, czyli „kosztowanie herbaty”. Teraz jak widać oba sposoby współistnieją obok siebie – słoiki na codzień i dla zabieganych, eleganckie naczynia do gongfu cha na specjalne okazje i dla bardziej wyrafinowanych herbaciarzy. A co do palenia, to faktycznie Chińczycy palą dużo, niemal w każdym miejscu i okolicznościach. Widziałam nie tylko Chińczyków, ale też Tajwańczyków palących przy piciu, a nawet przy obróbce herbaty. Zapytani, czy to nie przeszkadza, odpowiadali, że absolutnie nie…

  3. Natasza |

    Ciekawostką jest to, że te ogromne Chiny importują zieloną herbatę z takiej maleńkiej wysepki jaką jest Tajwan 😉 Chińczycy są z pewnością znawcami zielonej herbaty i potrafią docenić jakość. A o jakości tajwańskiej herbaty niech świadczy to, że większość kupują Chińczycy z Chin kontynentalnych i Hong Kongu 😉 A tak przy okazji: kocham zieloną herbatę 🙂

Skomentuj:

(nie będzie publikowany)